Norwegia

„Wakacje w Norwegii? O, to dużo was to kosztowało” – słyszeliśmy wielokrotnie po powrocie. Niekoniecznie, wystarczy wziąć namiot, śpiwór i kilka puszek z mielonką z Polski. Ta wyprawa  była naszą pierwszą wspólną podróżą autostopem. W dwa tygodnie udało się zwiedzić południe pięknego kraju fiordów. Nie używaliśmy jeszcze wtedy Couchsurfingu, dzięki czemu zupełnie mogliśmy się odciąć od telefonów i komputerów.

13-29 lipca 2012

Nasza trasa w Norwegii

W Norwegii mieliśmy możliwość zatrzymania się na dłużej w Lier (niedaleko Drammen), dlatego tam skierowaliśmy się prosto z lotniska. Nie chcieliśmy jednak zostawać w jednym miejscu, więc przepakowaliśmy tylko nasze rzeczy i ruszyliśmy autostopem do Bergen. Pewien Wietnamczyk, który zatrzymał się, żeby nas podrzucić tylko do następnego miasta, stwierdził, że właściwie nie ma nic ciekawego do zrobienia w najbliższych dniach, więc zabierze się z nami do oddalonego o  500 kilometrów Bergen. To dzięki niemu nasza podróż była pełna przygód i wrażeń – bardziej i mniej miłych. Nie zdając sobie sprawy z tego, że autostrada na mapie Norwegii nie zawsze oznacza szeroką trzypasmówkę, pojechaliśmy drogą górską, miejscami ledwo mieszczącą dwa mijające się auta. Nie żałujemy, bo mieliśmy okazję obserwować cudowne wodospady, górskie jeziora, wakacyjne domki Norwegów i śnieg na szczytach gór. Ruch na niektórych bocznych drogach nie był zbyt duży. Łapać tu stopa – nie polecam.

Na kempingu kawałek za Bergen spotkaliśmy mnóstwo młodych Polaków, którzy przyjechali zarobić trochę pieniędzy przez wakacje. Chodzili od drzwi do drzwi i oferowali pomoc w drobnych naprawach, sprzątaniu i malowaniu. My mieliśmy jednak inny cel. Żeby mniej kosztowało nas zwiedzanie miasta, kupiliśmy Bergen Card, z którą mogliśmy korzystać z transportu podmiejskiego, miejskiego (czyli jednej linii tramwajowej), mieliśmy też darmowe lub półdarmowe wstępy do muzeów. W Bergen spędziliśmy trzy dni i bardzo nam się tam podobało. Kolorowa portowa starówka Bryggen zapisana na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO zrobiła na nas ogromne wrażenie. Ciekawym doświadczeniem było też przejście przez słynny targ rybny i wjazd kolejką na górę Fløien, skąd najlepiej widać piękno miasta, portu i fiordów.

Kolejnym naszym celem było zdobycie Preikestolen. Jest to, w tłumaczeniu z języka norweskiego, ambona, czyli wystający, płaski klif na wysokości około 600 m. Pojechaliśmy tam z Shiya (wietnamskim towarzyszem). Satysfakcjonujące było nie tylko dotarcie na szczyt i spojrzenie w dół, ale też sama wspinaczka. Po środku trasy natknęliśmy się na rozbity namiot. „Ale tu musi wiać w nocy” – powiedziałam do Piotrka. „Nie, nie jest tak źle” – padła odpowiedź po polsku ze środka namiotu. Zamiast słów opisujących widoki z Preikestolen, przedstawiam zdjęcia.

Z Preikestolen schodziliśmy, kiedy zaczęło się robić ciemno, dlatego nasze tempo było całkiem szybkie. Spędziliśmy noc w samochodzie, jednak nie było to dla nas żadnym problemem. Shiya zabrał nas dalej ze sobą. On wracał do Drammen, my chcieliśmy zwiedzić więcej i jechać południową trasa, dlatego grzecznie podziękowaliśmy i łapaliśmy kolejnego stopa do Stavanger. Jeszcze tego samego dnia, po kilku krótszych podwózkach trafiliśmy do naszego celu. Była to słuszna decyzja, bo nadal mieliśmy dużo czasu na norweskiej ziemi.

prom Dzięki temu odwiedziliśmy jeszcze piękny port i starówkę w Stavanger, jechaliśmy południowym wybrzeżem i odkryliśmy popularne miejsce wakacyjne Norwegów – Kristiansand. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu, na polu namiotowym w Kristiansand spotkaliśmy polskie małżeństwo poznane pod Preikestolen.

Nasza trasa zatoczyła koło, kiedy wróciliśmy do Drammen po tygodniu podróży. Do wylotu z Norwegii mieliśmy jeszcze jeden tydzień. W tym czasie pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę do Oslo i dwudniową do Lillehammer – małego miasteczka słynącego ze skoczni narciarskiej. Dopisywała nam ciepła, letnia pogoda, która pozwoliła spacerować do późnych godzin nocnych. Dodatkowo zwiedzaliśmy też na rowerach Drammen i jego piękne okolice.

LillehammerNie odstraszyły nas norweskie ceny, bo przestawiliśmy się na minimalistyczne posiłki. Mieliśmy ze sobą polskie konserwy i zupki w proszku. Poza tym kupowaliśmy wodę, ketchup dla urozmaicenia smaku mielonki i pasztetu oraz czekoladę. Zdarzyło nam się kilka razy zjeść pizzę i kebab. Niestety budżet nie pozwolił nam na próbowanie norweskich przysmaków. W dwa tygodnie w Norwegii wydaliśmy we dwoje 2000 zł  wliczając cenę lotu. Jeśli lecielibyśmy teraz, pewnie wydalibyśmy mniej eliminując wydatek na wodę ( można ją pić z kranu, ale nie mogliśmy się do tego przekonać) i kempingi.

Wnioski z pierwszej wspólnej podróży autostopowej

Podczas tej wyprawy mogliśmy sprawdzić jak razem zachowujemy się w podróży. Piotrek miał już za sobą jedną autostopową podróż. Dla mnie był to pierwszy raz, ale od dawna o tym marzyłam. Planując wakacje w Norwegii ani chwili nie wahaliśmy się czy powinniśmy przemieszczać się autostopem. Okazało się, że jest to dla nas obojga naturalne i dobrze się w tym wzajemnie uzupełniamy. Z relacji osób, które zechciały nas zabrać wiemy co powoduje, że godzą się wpuścić obce osoby do swojego auta. Piotrkowi dobrze z oczu patrzy, więc najbardziej efektywny jest stojąc z kartką z napisem docelowej miejscowości przy wyjeździe ze stacji benzynowej lub na drodze. Mi ufają osoby, do których podejdę z prośbą o podwózkę. Dlaczego? Bo jestem dziewczyną, wyglądam niegroźnie, zawsze trzymam przy sobie mapę i mam miły głos.

W momencie rozstania z Shyią mieliśmy możliwość wyboru: albo jechać z powrotem prosto do Drammen i nie musieć obawiać się czy uda nam się złapać kolejne auto, albo ryzykować i dać sobie szansę na większą przygodę. Z perspektywy czasu brzmi to zabawnie i decyzja wydaje się oczywista, ale każdy kiedyś zaczynał.

Norwegia jest najpiękniejszym krajem jaki do tej pory odwiedziliśmy, dlatego że zachwyca swoją naturą. Ma niewielu mieszkańców, więc w miastach nie trzeba poświęcać terenów naturalnych na budowę osiedli z blokami mieszkalnymi. W krajobrazie wyróżniają się drewniane domy na zboczach gór. Bez względu jaką drogą jedzie się przez Norwegię, będzie ona zapewniała piękne widoki. Nie można zapomnieć o fiordach, które są jej wizytówką. Naszym marzeniem jest teraz zdobyć północne krańce Skandynawii.

Kempingi w Norwegii

Podczas podróży nocowaliśmy na czterech kempingach. Jedna noc kosztowała nas od 80 do 120 zł za dwie osoby i namiot. Pola namiotowe są bardzo dobrze wyposażone, jest kuchnia, łazienka, pralka, a czasem nawet lodówka i zamrażarka. Niekiedy trzeba zapłacić 5 zł za prysznic z ciepłą wodą.

Autostop w Norwegii

Przed przyjazdem do Norwegii byliśmy ostrzegani nie raz, że autostop tam nie działa, że Norwegowie się po prostu boją autostopowiczów. Będąc na miejscu słyszeliśmy to samo, tylko tym razem od osób, które zdecydowały się nas zabrać. Ludzie są niesamowici. Boją się, a jednak pomagają. Podobno zdarzyło się w ostatnim czasie kilka przypadków kradzieży aut i ataku autostopowiczów na kierowcę, dlatego wszyscy są ostrożni. Autostop w Norwegii działa jak najbardziej, jednak trzeba być cierpliwym i nie liczyć na to, że jakieś auto zatrzyma się w ciągu pięciu minut. Nasze najdłuższe oczekiwanie trwało około trzech godzin. Ludzie w tym pięknym kraju są pomocni i co ważne –  prawie wszyscy znają język angielski. Na stacjach raczej nie ma problemu z łapaniem stopa czy poproszeniem o gorącą wodę do zupki czy herbaty. Zdecydowanie polecam!

Daria

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
YouTube
YouTube
Please enter Google Username or ID to start!
Example: clip360net or 116819034451508671546
Title
Caption
File name
Size
Alignment
Link to
  Open new windows
  Rel nofollow