Majorka

Na Majorkę – największą wyspę z archipelagu Balearów wybraliśmy się, żeby sprawdzić jak to jest mieć typowo wypoczynkowe wakacje, leżeć na pięknych plażach, pływać w przyjemnie ciepłej, błękitnej wodzie i nie skupiać się na zwiedzaniu miast. Jedynym przygotowaniem do wyjazdu była rezerwacja biletów lotniczych. Resztę pozostawiliśmy losowi.

25 sierpnia – 1 września 2014

Nasze podróże dają nam tyle radości głownie dzięki pozytywnemu podejściu do życia. Nie martwimy się co będzie jutro. Nie stresujemy się nie wiedząc jeszcze gdzie będziemy spać, gdy zajdzie słońce. Wierzymy, że sposób myślenia i nastawienie bardzo kształtują to, co się wydarzy. Do tego szczęścia przyczyniają się oczywiście nieduże wymagania związane ze sposobem przemieszczania się i miejscem noclegu. Poczucie bezpieczeństwa daje nam namiot – dzięki niemu nigdy nie zostaniemy bez dachu nad głową.

Na niewielkiej wyspie, w ciągu zaledwie ośmiu dni mieliśmy tyle szczęśliwych wydarzeń, że nie możemy przestać wierzyć w moc optymistycznego myślenia. Choć Majorka jest miejscem leniwych wakacji, my nie chcieliśmy zatrzymywać się w jednym miejscu. Nie będę opisywać całej naszej trasy, którą można sprawdzić na mapie powyżej. Skupię się na najciekawszych wydarzeniach.

Pierwszą noc spędziliśmy w miasteczku, którego wcześniej nawet nie dostrzegliśmy na mapie. W Sa Rapita mieszkał pracownik lotniska, który zabrał nas ze sobą. Powiedział, że jest tam piękna plaża, z której korzystają tylko miejscowi. Lepszej reklamy nie potrzebowaliśmy. To tam spędziliśmy naszą pierwszą w życiu noc pod namiotem kilka metrów od morza, między wydmami.

Sa RapitaNaszym celem było dotarcie do wschodniego wybrzeża, słynnego z turystycznych kurortów. Pomógł nam Hiszpan, który tak samo jak pracownik lotniska bardzo się zdziwił, że chcemy jechać dokładnie do miejscowości do której on zmierza, a przecież na całe wybrzeże składa się ich kilkadziesiąt. Arnold nie znał angielskiego, a ja potrafię tylko się przedstawić po hiszpańsku. Mimo to, kierowca bardzo chciał nas zrozumieć i pomóc. My również nie dawaliśmy za wygraną i dzięki temu to spotkanie ukształtowało kilka kolejnych dni naszych wakacji. Okazało się, że żona Arnolda pracuje w małym hotelu w Cala Millor i może wynająć nam pokój z dużą zniżką cenową. Pokój miał być jednak dostępny dopiero następnego dnia. To dla nas nie problem, pokazaliśmy na namiot z pytaniem o kemping. Po krótkim telefonie do przyjaciela Arnold zawiózł nas na kemping – najpiękniejszy na jakim przyszło nam spędzić noc. Polem namiotowym nazwać tego miejsca nie można. Była to prawdziwa dzika plaża, bez grama żółtego piasku. W koło tylko drzewa i dwa budynki gościnne z restauracją. Po zmroku nikt się tam już nie kręcił. Po dotarciu na miejsce nie mogliśmy powstrzymać emocji, mieliśmy ochotę wyściskać Arnolda – i zrobiliśmy to. 🙂 Aż się serce cieszy na to wspomnienie. To idealny przykład bezinteresownej dobroci skromnego człowieka.

Costa dels pinsŻona Arnolda okazała się równie miła i pomocna. Hotel, w którym pracowała, w przeciwieństwie do reszty, nie był wielkim, wysokim, szarym budynkiem zasłaniającym plażowiczom promienie słoneczne. Umieszczony był nie przy plaży, a w mieście. Na pewno nie oferował opcji All Inclusive. Zamiast tego można było miło spędzić wieczór zajadając się tapasami w małej kawiarni należącej do hotelu Casa Cafe. Deborah przywitała nas proponując śniadanie i kawę. Wielkie podziękowania należą się przede wszystkim właścicielce hotelu, bo przecież to dzięki niej mogliśmy korzystać z wygód czystego, miłego i przytulnego pokoju za półdarmo.

W Cala Millor pozwoliliśmy sobie na dwa dni plażowania, a trzeciego dnia wybraliśmy się na Cap de Formentor – najdalej wysunięty na północ kraniec wyspy. To miejsce zdecydowanie polecamy wszystkim odwiedzającym Majorkę. Widoki zapierają dech w piersiach, zarówno te ze szczytu, jak i z samej drogi, bo jedzie się przez góry. Mimo, że wiozący nas kawałek Hiszpanie zakładali się, że nie zdążymy dojechać tam i wrócić przed zmrokiem, nie mogliśmy im wierzyć. Mieszkańcy wysp mają zupełnie inne postrzeganie odległości. Dla nich odcinek 70 km to tak daleko, że dalej się nie da. Z tego powodu jechaliśmy na Cap de Formentor krótkimi odcinkami z kilkoma różnymi kierowcami.

Austostopem na Cap de FormentorCap de Formentor Cap de FormentorOczywiście udało nam się bezpiecznie wrócić przed zmrokiem do Cala Millor, odwiedzając po drodze jeszcze jedno miasteczko. Opuszczając Casa Cafe zostawiliśmy miły list z podziękowaniem dla starszej pani pełniącej rolę zarówno kucharki jak i kelnerki. Deborah otrzymała pamiątkową pocztówkę. Na pożegnanie zrobiliśmy kilka zdjęć, jeszcze wiele razy podziękowaliśmy za wszystko i ruszyliśmy dalej.

Wędrówką życie jest człowiekaJednym ze spotkanych na drodze kierowców był Daniel – około 45-letni mężczyzna, który przyznał, że zatrzymał się tylko dlatego, że chciał poćwiczyć angielski. To dzięki niemu mieliśmy następnego dnia bezpieczne miejsce na nocleg w stolicy Majorki – Palmie. Byliśmy pełni podziwu dla niego. Nigdy nie gościł obcych ludzi w swoim domu, a nam zaufał. Musieliśmy tylko czekać do ostatniej chwili na potwierdzenie oferty, gdyż ostateczną decyzję musiała podjąć żona Daniela. Nawet, gdyby się nie zgodziła, dla nas ogromną pomocą byłaby chociażby możliwość pozostawienia u niego plecaków, żebyśmy spokojnie mogli cieszyć się zwiedzaniem miasta. Żona się zgodziła, dzięki czemu mogliśmy bliżej poznać Daniela. Nasze rozmowy nie miały końca. Różnica wieku nie była żadną przeszkodą.

Gościnność hosta w Palma de MallorcaBędąc w Palmie nie można pominąć odwiedzenia katedry. Aby ominąć opłatę, wystarczy przyjść w godzinach odbywania się mszy. Warto to zrobić nie tylko ze względów finansowych, ale przede wszystkim dla lepszych doznań. Dopiero w czasie mszy zobaczymy pięknie oświetlony ołtarz z wiszącym nad nim aniołami i usłyszymy cudowny, wysoki sopran. Katedra zachwyca nie tylko wewnątrz, ale i na zewnątrz. Jest tak ogromna, że wyłania się ponad inne budynki w mieście. Jest zbudowana z szarego kamienia, zupełnie inaczej niż typowe europejskie ceglane kościoły. Żaden inny kościół, nigdy wcześniej nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

Majorka była przedsmakiem dalszej przygody. To z niej przedostaliśmy się promem do Barcelony, żeby dalej mknąć do Guimarães w Portugalii, gdzie mieliśmy za kilkanaście dni zacząć studia.

                Daria

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
YouTube
YouTube
Please enter Google Username or ID to start!
Example: clip360net or 116819034451508671546
Title
Caption
File name
Size
Alignment
Link to
  Open new windows
  Rel nofollow