Erasmus w Guimarães

Mając przed sobą wybór kraju i uczelni, na której ma się studiować kolejne pół roku albo nawet rok, można się nieźle nagłowić zanim podejmie się decyzję. Nasza historia jest dowodem na to, że warto zwrócić uwagę na miasta mniej znane. Wybraliśmy University of Minho w Guimarães w północnej Portugalii. Niech ten artykuł będzie źródłem praktycznej wiedzy o Erasmusie w Guimarães. Jeśli czegoś zabraknie, chętnie odpowiemy na pytania.

8 września 2014 – 10 lutego 2015

Universidade de Minho

University of Minho to szkoła o bardzo wysokim poziomie nauczania. Znajduje się w dwóch miastach –  Braga oraz Guimarães. W Guimarães są wydziały techniczne i ekonomiczne, w Bradze głównie humanistyczne. My studiowaliśmy Mechanical Engineering, więc trafiliśmy do Guimarães.

Rok szkolny miał się zacząć 15 września. W praktyce wyglądało to trochę inaczej. Owszem, zajęcia się zaczęły, ale nie dla nas. Mieliśmy pierwsze dwa tygodnie na to, żeby odwiedzić profesorów, być wolnymi słuchaczami na zajęciach i zdecydować dzięki temu, które przedmioty chcemy realizować. Mogliśmy bez problemu zmienić wszystkie przedmioty ustalone przed przyjazdem w Learning Agreement. Mieliśmy ten plus, że nie musieliśmy zrobić dokładnie tych samych przedmiotów, które powinniśmy w tym samym czasie na Politechnice Poznańskiej.

Wybraliśmy sześć przedmiotów, każdy za pięć punktów ECTS. Okazało się, że regularnie musieliśmy chodzić tylko na dwa zajęcia, na których profesor mówił w języku portugalskim i angielskim, specjalnie tylko dla naszej dwójki. Kolejny przedmiot – metrologia, odbywał się w formie prywatnych lekcji w pokoju profesora. Tylko trzy przedmioty zaliczaliśmy w formie prawdziwego, niełatwego egzaminu. Musieliśmy również wykonać projekt z odlewnictwa, tylko w razie pytań zgłaszaliśmy się do prowadzącego. Pozostałe kursy wymagały od nas prac pisemnych na zaliczenie na koniec semestru. Udało nam się uniknąć chodzenia na większość wykładów, bo nie rozumiemy portugalskiego. Włosi i Hiszpanie przez podobieństwo języków pracowali w normalnym trybie, takim jak portugalscy studenci.

Jednym z kryteriów jakie bierze się pod uwagę przy wyborze uczelni jest to czy będzie łatwo czy trudno zaliczyć semestr. W przypadku University of Minho to wszystko zależy od nas samych i od wydziału macierzystego. Jeśli polska uczelnia wymaga zrobienia konkretnych przedmiotów, nie mamy wyboru i możemy trafić na wymagającego profesora, dla którego jest bez znaczenia, czy jesteśmy studentami z wymiany, czy miejscowymi. Profesorowie nie prowadzą raczej zajęć w języku angielskim, dlatego trzeba się koniecznie dogadać na początku, żeby mieć możliwość zdawania egzaminu po angielsku. My byliśmy zwolnieni z wykładów, bo dla dwóch lub trzech osób na całą salę 150 osób, nauczyciel nie może zmienić języka. Po angielsku prowadził zajęcia tylko jeden profesor i to z ostatnim rokiem, gdzie grupę stanowiło około 30 osób.

Spotkanie z portugalskimi profesorami było ciekawym doświadczeniem. Relacja między studentami i prowadzącymi jest zupełnie inna, niż w Polsce. Studenci masowo odwiedzają profesorów po zajęciach, a Ci poświęcają im zdecydowanie za dużo swojego wolnego czasu. Nie raz spędziliśmy u profesora półtorej godziny, chociaż poszliśmy tylko zapytać o jedną rzecz. Oni po prostu lubią gadać, o wszystkim, o niczym, o tym skąd pochodzi słowo kogut… Trzeba pamiętać, że umówienie się na spotkanie z profesorem nie oznacza, że będzie tam, gdzie trzeba. Często trzeba polować albo czekać, bo punktualnością nie grzeszą. Mimo to, bardzo miło wspominamy tych, z którymi dane nam było pracować.

Pierwsze zajęcia według planu zaczynają się o 9.00. Już po pierwszym dniu dostaliśmy reprymendę, że nigdy nie zaczną się wcześniej niż 9.15. Mimo to wszyscy przychodzą do szkoły bardzo niewyspani. To tak jakby w Polsce kazać nam iść do szkoły na 6.00.

Załatwienie formalności po przyjeździe

Zaraz po przyjeździe trzeba się zgłosić do Biura Relacji Międzynarodowych, tam miła pani musi podpisać kartę przyjazdu, którą dostajemy w Polsce (wpisuje się na niej datę przyjazdu i odjazdu). Karta dla bezpieczeństwa jest przechowywana w biurze do końca pobytu, kiedy wpisywana jest data odjazdu. Bez tego dokumentu nie można się rozliczyć po powrocie. Na początku wyrabiana jest też legitymacja oraz dostaje się dostęp do biblioteki uczelnianej. Karta przyjazdu nie może być podpisana wcześniej, niż rozpoczęcie roku lub data ustalona w biurze.

W połowie września w Bradze odbywa się oficjalne przywitanie wszystkich Erasmusów. Prezentowane są wtedy podstawowe informacje na temat funkcjonowania uczelni, układu budynków i przekazywane praktyczne rady jak się odnaleźć, do kogo się zgłaszać i tym podobne. My otrzymaliśmy podczas takiego spotkania pamiątkowe plecaki, pendrivy, mapki miasta i uczelni oraz rozkłady jazdy pociągów i autobusów. Każdy dostał też kartę SIM, dlatego nie warto kupować własnej zaraz po przyjeździe.

Kurs portugalskiego

Szkoła oferuje kurs języka portugalskiego w cenie około 100 euro za semestr, za który można dostać dwa punkty ECTS. Polecamy osobom, które będą chciały kontynuować później naukę języka. My zrezygnowaliśmy z tej opcji. Nastawiliśmy się na podróżowanie, a przez kurs musielibyśmy być koniecznie dwa razy w tygodniu na miejscu. Bez obecności kurs nie był zaliczony.

PORTUGALCZYCY MÓWIĄ PO ANGIELSKU! Większość młodych ludzi i wszyscy profesorowie na uczelni, których spotkaliśmy mówili płynnie po angielsku. Podstawowe zwroty w języku portugalskim warto znać robiąc zakupy, żeby potrafić poprosić o szynkę w plasterkach, ale można to szybko podłapać podsłuchując ludzi w kolejce. 😉

Zakwaterowanie

Szkoła nie zapewnia zakwaterowania. Są dwie opcje do wyboru:

Akademik – trzeba się na niego zdecydować już podczas aplikacji elektronicznej, ale po przyjeździe dokonuje się ostatecznej decyzji i zapłaty. Najtańszy pokój dwuosobowy kosztuje około 90 euro. Trochę drożej jest w akademiku z dodatkową wnęką na „kuchnię” (jest tam umywalka i blat do przyrządzenia jedzenia). W żadnym jednak nie można gotować, jest to surowo zabronione. Ogólnie dostępna jest kuchenka mikrofalowa, studenci zazwyczaj inwestują w czajnik elektryczny i opiekacz do kanapek. Mądre głowy testują 100 sposobów na kurczaka z opiekacza i gotują makaron w czajniku. W akademiku jest dostępny Internet i ogrzewanie. Pokój wynajmuje się na cały semestr. Większość osób decyduje się na nocleg w akademiku. Jest to po prostu najłatwiejsza opcja. Plusem jest to, że nie narzeka się na brak towarzystwa i jest blisko z klubu Bar Academico – najpopularniejszego klubu wśród studentów. Wielkim minusem jest to, że trzeba jeść na mieście. Ogólny komfort mieszkania nie jest zbyt wysoki. Łazienki są wspólne na korytarzach.

Wynajęcie pokoju – najlepiej poprosić o pomoc kogoś z ESN albo swojego Buddiego. Trzeba po prostu pytać, polecam pójść do Salado Bar na placu Oliveira, to dzięki tamtejszemu barmanowi znaleźliśmy nasze lokum. Na mieście jest też wywieszonych wiele ogłoszeń właścicieli mieszkań. My wybraliśmy opcję mieszkania ze względu na to, że jeszcze jako para nie mogliśmy zamieszkać w jednym pokoju w akademiku. Szukaliśmy pokoju dopiero po przyjeździe na miejsce. Pierwszy tydzień mieszkaliśmy u Helia – buddy’ego Piotrka. To on skontaktował nas z Luisem – barmanem, ten natomiast z właścicielem domu. Za pokój w erasumsowym, nowo wyremontowanym, siedmioosobowym domu płaciliśmy 300 euro za dwie osoby, bez żadnych dodatkowych opłat. Pokój dla jednej osoby kosztował 200 euro. Dom jest przeznaczony dla studentów z wymiany, więc gdyby ktoś był chętny, możemy podać namiary na właściciela. W portugalskich domach nie ma ogrzewania. Chociaż mieszkańcy się z tego śmieją, dobrze jest się wyposażyć w mały, elektryczny grzejnik.

Wynajęcie pokoju kosztuje drożej, jednak biorąc pod uwagę, że mieszkając w akademiku trzeba wydawać więcej pieniędzy na jedzenie w knajpach, nam bardziej opłaciła się opcja wynajęcia i możliwość gotowania na własną rękę.

Buddy

ESN (Erasmus Student Network) przydziela przybywającym studentom osoby do opieki, zapoznania z miastem, przywitania i tym podobne. Jeśli tylko jest taka możliwość, bardzo polecamy skorzystanie z niej. Buddych jest mniej niż chętnych, więc jeśli go dostaniecie, bądźcie wdzięczni. Oczywiście wszystko zależy na jaką osobę traficie, czy będziecie nadawać na tych samych falach. Jednak w większości przypadków to dobra okazja na wtopienie się w portugalskie życie. Tak się jakoś składa, że Erasmusy zazwyczaj trzymają się z innymi Erasmusami, a warto jest też zdobyć grono miejscowych przyjaciół. Nam się udało właśnie dzięki Heliowi, który nie tylko nam pomagał w sprawach organizacyjnych, studenckich, mieszkaniowych, ale był też najlepszym towarzyszem dobrej zabawy i najlepszym kumplem. Był też miłym gościem w naszym domu. Potrafił zapukać do naszych drzwi, bo akurat przechodził obok. Tak strasznie nam się to podoba, w Polsce już to się raczej nie zdarza, a przez większość osób jest uznawana za niegrzeczne.

Miasto

gui2

Guimarães jest piękne. To najstarsze miasto Portugalii. Warto odkryć je samemu. Najważniejsze elementy to historyczne centrum zapisane na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO z głównym placem – Oliveira oraz zamek pierwszych królów Portugalii. Miasto jest zadbane, główne ulice są czyszczone każdej nocy. Kursują autobusy, ale wszędzie wydaje się blisko. Pociągiem można się łatwo dostać do popularnego Porto – 3,20 euro za bilet ulgowy, za pierwszym razem trzeba kupić kartę elektroniczna (wielorazową) za 0,50 euro, z możliwością jej zwrotu.

W Guimarães obchodzi się wiele świąt. Nie chodzi tu o choinkę czy kurczaczka. Co chwilę odbywają się święta, podczas których całe miasto żyje. Najważniejsza jest Feira Afonsina, podczas której całe stare miasto zamienia się w średniowieczne. Święto choinki – Pinheiro,  podczas którego setki osób, mali i duzi, maszerują grając na bębnach, a za nimi dwa woły ciągną wózek z kilkumetrową sosną. Na końcu trasy drzewo wbijane jest w przygotowane wcześniej miejsce w centrum miasta. Kto nie gra na bębnach, bawi się w barach, a kto gra – dołącza później. Poza tym bardzo dba się o kulturę studencką. Najwięcej dzieje się na początku roku, kiedy pierwszaki są chrzczone przez starszych. Jest to dla nich wszystkich zabawa, nie upokorzenie. Warto obejrzeć, bo dzieje się to wszystko w popularnych, ustalonych wcześniej miejscach miasta, na pewno nie ma to nic wspólnego z malowaniem wąsów kota na twarzy.

Koszt życia

Ponieważ Guimarães nie należy do wielkich miast, ceny są całkiem przystępne. Warto robić zakupy w odpowiedniku naszej Biedronki – Pingo Doce. Opłaca się też polować na promocje w dużym markecie Continente.

Orientacyjne ceny w 2014 roku:

Makaron 0,40 – 1,20 euro
Chleb 0,75 euro
Bułka 0,18 – 0,35 euro
Filet z kurczaka – 7 euro / kg
Czekolada – od 1 euro / tabliczkę
Obiad ze studencką promocją – 5 euro
Obiad w restauracji – od 10 euro

W Salado Bar
Piwo butelkowane 0,35 l – 1 euro
Shot kolorowy 1 euro
Sangria z owocami – 2,50 euro
Espresso – 0,60 euro
Kawa z mlekiem – 1,50 euro
Sok ze świeżych pomarańczy – 1,5 euro

Stypendium, które otrzymywaliśmy z uczelni to 400 euro na osobę. Dla bezpieczeństwa i powiedzmy swobodnego życia warto mieć dodatkowe 100 – 150 euro. Wszystko zależy ile kto jest w stanie wydać na imprezie i jak bardzo lubi go barman. 😉 My oboje jesteśmy raczej oszczędni, wolimy odłożyć więcej pieniędzy na podróże niż wydać je na jedzenie i picie.

Erasmusowe życie

Będąc w Portugalii trzeba się przestawić, że na miasto nie wychodzi się o 20.00, tylko o 22.00 – 23.00. Wcześniej bary świecą raczej pustkami. W centrum, w wąskich uliczkach jest wiele barów, jednak tylko niektóre są popularne wśród Erasmusów. Są zazwyczaj małe, mieszczą zaledwie kilka stolików. My mieliśmy swój ulubiony i wiedzieliśmy, że bez umawiania się zawsze kogoś znajomego tam spotkamy. To kolejna rzecz, którą chcielibyśmy wziąć ze sobą do Polski. W dzień chodziliśmy tam na kawę, a wieczorem na kolorowe shoty. Czystej wódki nikt tam nie pije. Bez względu na porę roku, impreza odbywa się na dworze, przed barem. Wszyscy stoją, co pozwala na swobodniejszą rozmowę z różnymi osobami, nie zamykanie się w obrębie jednego stolika. Knajpy zamykane są około pierwszej w nocy ze względu na ludzi mieszkających w kamienicach dookoła. Wtedy dopiero idzie się do klubu tańczyć i tak do rana.

Erasmus Student Network organizuje wycieczki i obiady erasmusowe. Obiady polegają na tym, że płaci się 10-13 euro za obiad (posiłek wieczorny, nie mylić z lunchem) i alkohol bez limitu. Podaje się wtedy wino i piwo. Atmosfera jest przezabawna, kiedy sto osób zbiera się na jeden obiad. Nie brakuje przyśpiewek i karnych łyków za złapanie szklanki prawą ręką. Największe obiady są podczas wycieczek, bo wtedy zbierają się osoby zarówno z Guimarães, jak i  z Bragi.

Główna siedziba ESN jest w Bradze, więc tam organizowanych jest więcej wydarzeń dla Erasmusów. Niektórzy, bardziej skupieni na wiecznej imprezie, decydują się mieszkać tam i dojeżdżać na uczelnię do Guimarães. Nie ma też problemu z dojazdem z Guimarães do Bragi (30 km) ani z noclegiem, zawsze można zapytać o kawałek podłogi u kogoś stamtąd.

ESN działa w Bradze, co nie znaczy, że w Guimarães nie ma życia erasmusowego. Nam nawet ten klimat bardziej przypasował. Było mniej osób (około 60), dzięki czemu czuliśmy, że wszyscy się znamy, lepiej lub gorzej. Wiedzieliśmy, że idąc wieczorem ulicami starego miasta zawsze kogoś spotkamy. W Salado (naszym ulubionym barze) czuliśmy się jak w domu. Zawsze dobre towarzystwo i zawsze dobra muzyka. W dodatku w pięknym otoczeniu zabytkowego placu Oliveira. Nie jesteśmy fanami imprezowego parkietu, więc portugalski styl przesiadywania w barach bardzo nam odpowiadał.

Pogoda

Wrzesień jest jeszcze gorący niczym środek lata w Polsce. Krótkie spodnie i sandały to normalna rzecz w tym okresie.

W październiku spokojnie można jeszcze nosić krótki rękaw, a nawet pojechać nad ocean opalać się. Nie przeszkadza w tym pora roku. Wielu Portugalczyków traktuje październik jako normalny miesiąc letni co się tyczy zarówno ubioru, jak i imprezowania, grillowania i tak dalej.

Listopad  jest ciepły, ale zaczyna padać.

Grudzień i styczeń – temperatura w ciągu dnia wynosi średnio 15 stopni. Do południa słońce miło przygrzewa, może być nawet 20 stopni. Kiedy słońce przejdzie na drugą połowę horyzontu, temperatura szybko spada, wieczorem do około 9 stopni. Najmniej zanotowaliśmy chyba 5 stopni. Nie ma w ogóle mrozu, ale trzeba wziąć pod uwagę wysoką wilgotność. Przez nią bardzo odczuwa się chłód, zupełnie inaczej niż w Polsce, czuć to zwłaszcza w stawach (a nie mamy z nimi żadnych problemów). Co dziwne, w nieogrzewanym domu bardziej doskwiera ten specyficzny ziąb, niż na zewnątrz. Dlatego watro pomyśleć o wspomnianym wcześniej grzejniku. Przyda się on też do wysuszenia prania.

Ze względu na położenie, w Guimarães pada stosunkowo dużo w porównaniu do reszty kraju. We wrześniu i październiku potrafi w ciągu dnia padać kilka razy. Ulewnie pada pięć minut i szybko wszystko schnie w gorącym słońcu. Nie jest to zbytnio uciążliwe, trzeba po prostu mieć ze sobą parasol. Nie będzie przesadą wziąć ze sobą nawet kalosze, bo w listopadzie pada więcej i nie schnie już tak szybko. Da się do takich warunków przyzwyczaić. I tak korzyści z wysokiej temperatury i rozweselającego słońca wygrywają z deszczem.

Transport

Z Polski do Guimarães:

1) Jest bardzo dużo tanich połączeń lotniczych do Porto. Loty tylko z przesiadką, na przykład w Londynie, Brukseli, Mediolanie, Paryżu, Dortmundzie, Eindhoven, Frankfurcie. Często umieszczane są informacje o promocjach na fly4free.com.

Z lotniska w Porto jedzie do Guimarães bezpośredni autobus wahadłowy Aeroporto Porto – Guimarães. Kosztuje 8 euro.

2) Wersja druga jest pewnie trochę droższa i mniej łatwa, ale dzięki niej można zaliczyć najpiękniejsze plaże na świecie w Lagos, na południu Portugalii.

Ponieważ w październiku chcieliśmy wrócić do Polski na ślub naszej przyjaciółki, postanowiliśmy w drodze powrotnej polecieć na południe Portugalii, do Faro. Stamtąd z lotniska, jako że było późno pojechaliśmy drogim busem do Lagos. Bilet kosztował szalone 15 euro za osobę, ale innego wyboru nie mieliśmy. Polecamy w Lagos zatrzymać się na kilka dni, bo to przepiękne miejsce. Jadąc dalej z Lagos czy Faro w północną stronę warto zwiedzić Lizbonę. W Portugalii istnieje dobra komunikacja autobusowa, natomiast bilet na pociąg dalekobieżny lepiej jest rezerwować wcześniej, ponieważ do pociągów nie wpuszcza się większej liczby pasażerów, niż liczba miejsc. Autostopowicze mają dość łatwo, więc polecamy ten sposób podróżowania. Można też z Faro czy każdego innego większego miasta w Portugalii kupić lot. Krajowe loty nie są drogie, można polecieć za około 18 euro.

3) Można jechać autostopem z Polski, orientacyjny czas to 3-4 dni. 🙂

Rady praktyczne

  • Dobrze jest przyjechać tydzień przed rozpoczęciem roku, jest to najlepszy sposób na poznawanie ludzi. Jeśli z ważnego powodu nie możesz przybyć w pierwszym tygodniu zajęć, nie stanie się nic złego, będziesz mieć po prostu mniej czasu na znalezienie profesorów i ustalenie przedmiotów do zrealizowania.
  • Weź parasol (dla dziewczyn polecamy też kalosze, oczywiście tylko na semestr zimowy).
  • Grzejnik oraz inne sprzęty można pożyczyć od ESN. Są to rzeczy pozostawione przez poprzednich studentów. Jako odwdzięczenie się za pożyczkę należy przekazać suche artykuły spożywcze, które zostaną oddane rodzinom w potrzebie.
  • Zamiast zabierać ze sobą bagaż, można go wysłać pocztą lub kurierem. Koszt paczki 30 kg to około 200 zł, idzie mniej więcej 2 tygodnie. Paczkę z Portugalii najlepiej wysłać kurierem. Najtańsza firma to Staples z siedzibą w dużym sklepie z artykułami biurowymi o tej samej nazwie (adres: Trzeba dostarczyć paczkę osobiście do punktu wysyłki, maksymalny koszt to 50 euro.
  • Autostop w Portugalii działa bardzo dobrze. Jest lepiej niż w Hiszpanii. Czasami trzeba trochę poczekać, ale generalnie da się dojechać wszędzie.

gui1Nasze wrażenia

Erasmus to bez wątpliwości najlepsze pół roku naszego życia do tej pory. W żadnym innym okresie szkoły i studiów nie ma tyle czasu na podróżowanie i odkrywanie świata. Nigdy wcześniej nie mówiliśmy tyle po angielsku. Dopiero mieszkając pośród ludzi innej kultury byliśmy w stanie ją poznać i zrozumieć. Erasmus poszerzył nasze horyzonty. Poszerzyła się też nasza wiedza, również techniczna, poznaliśmy działkę inżynierii produkcji z perspektywy portugalskiego rynku.

Portugalia jest niezwykłym krajem, w którym wszystko robi się ze spokojem i radością. Portugalczycy nie żyją w pośpiechu, odkładają zadania na później, ale wykonują je. Można to nazwać umiarkowanym lenistwem. Nie ma u nich miejsca na narzekanie, chyba, że na politykę, ale to jak w każdym innym kraju.

Pół roku w Portugalii pozwoliło nam zwolnić zupełnie tempo życia. Miło było wyjść na spacer i krążyć pomiędzy wąskimi uliczkami. Miło było spojrzeć za okno i widzieć wielki zamek na wzgórzu. A jak przyjemnie zajadać się portugalskimi słodyczami – schudnąć się tam nie da. Poznaliśmy zupełnie inny sposób spędzania wolnego czasu i inny sposób myślenia o biznesie. Uważamy, że warto spędzić pół roku życia w każdym kraju i z każdego coś zapożyczyć. Myśląc o miejscu, w którym chcielibyśmy się w tej chwili znaleźć, zawsze to będzie Largo de Oliveira w Guimarães i spotkanie tam barmana Luisa, jego rodziców, wspólnie prowadzących biznes oraz zawsze prawdziwego i pozytywnego Helia.

Trudno jest to ubrać w słowa, ale pisanie relacji z Portugalii przywołuje masę pozytywnych emocji. Przyczyniają się do tego wspomnienia momentów, ludzi i miejsc. Było nam tam jak w raju.

Daria

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
YouTube
YouTube
Please enter Google Username or ID to start!
Example: clip360net or 116819034451508671546
Title
Caption
File name
Size
Alignment
Link to
  Open new windows
  Rel nofollow