Cztery rzeczy, których się boisz przed przyjazdem do Australii

Zanim dostaliśmy się do naszej wymarzonej Australii krążyło nam w głowie wiele pytań. Co z tymi pająkami? Czy zniesiemy te straszne, letnie upały? Co jeśli kontrola celna znajdzie coś nielegalnego w plecakach? Teraz, po spędzonych tam trzech miesiącach zdajemy sobie sprawę z pewnych faktów, które niekoniecznie były oczywiste podczas przygotowań do podróży.

Procedury celne

Australia porządnie pilnuje, żeby nikt nie wwiózł do kraju zakazanych towarów. Ponieważ ich lista jest dosyć długa, często boimy się, że nieświadomie coś przeniesiemy i będzie nam grozić wysoka kara pieniężna. Broń i narkotyki wydają się oczywiste, ale to, że nie można mieć namiotu albo butów ubrudzonych ziemią, już nie do końca. Nie chcę pisać co można, czego nie, w razie czego proszę o pytania. Chcę powiedzieć jak to wygląda praktycznie na lotnisku.
W samolocie dostaje się karteczkę, na której wypisane są poszczególne grupy rzeczy, należy zaznaczyć jeśli posiadamy którąkolwiek z nich. Zaznaczenie danego okienka nie oznacza, że będą nas bardziej przetrzepywać albo od razu ukarzą. Sami nie byliśmy pewni kilku rzeczy, więc je zaznaczyliśmy. Mieliśmy multitoola (rodzaj scyzoryka), który niby nie jest bronią, ale może być. Wwoziliśmy dużo leków, więc też zaznaczyliśmy. Dodatkowo nie byliśmy pewni co do herbatników i puszki z mięsem. Zaznaczyliśmy też oczywiście namiot.
Jako pierwszą przechodzi się kontrolę paszportową, podchodzi się do okienka i pokazuje paszport razem z wypełnioną karteczką. Mogliśmy podejść razem. Pani zapytała o poszczególne rzeczy, które deklarujemy. Sama przekreśliła multitoola, zapytała czy mamy jakieś leki na dłużej niż 3 miesiące, nawet gdy mieliśmy to też je przekreśliła. Odesłała nas jednak do dalszej kontroli z powodu tej jednej puszki z mięsem. Podeszliśmy więc do pana zajmującego się deklarowanymi do kwarantanny przedmiotami. Co deklarujecie koledzy? Puszkę z mięsem. To w porządku, możecie iść. Oczywiście mięso niezakonserwowane by nie przeszło. Ostatni etap to kontrola bagażu z udziałem psów. Przechodzi ją każdy pasażer. Wyszkolone są nieźle te zwierzaki, nie da się przed nimi nic ukryć. Nie trzeba otwierać plecaków czy walizek, chyba że obsługa o to poprosi.

Przy wylocie nie zawalono nas milionem pytań przy kontroli paszportowej. Macie przy sobie więcej niż 10.000$? Hmm, mamy całe 30. 🙂 Pan się uśmiechnął i poszliśmy dalej. Lecieliśmy do Nowej Zelandii tanimi liniami Jetstar. Pierwszy raz spotkaliśmy się z samoobsługową odprawą bagażową. Udostępnione było kilkanaście komputerów, gdzie drukowało się samodzielnie bilet i naklejki na bagaż. Tuż obok stało kilka bramek z taśmami na bagaż rejestrowany. Wszystko odbywa się bez udziału obsługi. Dookoła krąży tylko kilku pracowników, którzy służą pomocą w razie problemów. Tylko dlatego, że lecieliśmy do Nowej Zelandii musieliśmy skorzystać z tradycyjnej odprawy, ponieważ wymagane było pokazanie biletu powrotnego z tego kraju.

Milion zwierząt, które chcą Cię zabić

Na rozwianie obaw – to nieprawda, że gdziekolwiek się ruszysz, jakieś stworzenie będzie chciało Cię zabić. Przez trzy miesiące podróży widzieliśmy zaledwie kilka pająków i ani jeden wąż nie wszedł nam w drogę. Krokodyli nie mieliśmy szansy spotkać, bo nie dotarliśmy jeszcze na północ kraju, gdzie one występują. Chyba największy postrach wśród turystów budzą najmniejsze z nich, czyli pająki.
W dużych miastach właściwie nie spotyka się pająków, a jeśli już się pojawi to zazwyczaj jest to słynny Redback (czytaj więcej) – mały pająk z charakterystycznym czerwonym paskiem na odwłoku. Może budować swoją pajęczynę gdzieś w rogu garażu czy składzika. Nie trzeba mu przeszkadzać, przecież on nie ma w interesie Ciebie zjeść. Jeśli włożysz rękę w jego teren, pewnie będzie się bronił. To w końcu jest bezpiecznie czy nie? Fakt jest taki, że w tym roku, po raz pierwszy od sześćdziesięciu kilku lat, z powodu ukąszenia pająka Redback’a zmarł młody chłopak (źródło).

Owszem, zdarzają się ukąszenia, ale na większość z nich lekarze posiadają już lekarstwo, a naukowcy cały czas pracują nad nowymi. Antidotum produkuje się na bazie jadu wydobytego z przedstawiciela pająka tego samego gatunku.

Ten tekst nie ma na celu ani przestraszyć, ani też dać do zrozumienia, że nie ma żadnego zagrożenia. Jeśli wzbudzi czujność, to dobrze. O ile w mieście możemy być spokojni, kempingując gdzieś w buszu trzeba zachować podstawowe zasady ostrożności. Nie zostawiać otwartego namiotu ani na chwilę, dokładnie sprawdzić wnętrze po wejściu do namiotu, zajrzeć do butów przed ich założeniem oraz zakładać na głowę kaptur, żeby nic nie chciało do niego wejść (coś o tym wiemy). Korzystając z publicznej, kempingowej toalety warto dokładniej się jej przyjrzeć. Zajrzeć za toaletę czy pod klapę. Nie głupie będzie sprawdzenie kilku najczęściej występujących w Australii rodzajów pająków. Po pierwsze dla własnej świadomości, aby móc odróżnić te jadowite od tych mniej. 🙂 Po drugie, w razie ukąszenia usprawni to przebieg leczenia i podanie właściwego lekarstwa.

Australia niezaprzeczalnie kojarzy się z kangurami. A co ma wspólnego kangur z polską sarną? Oba zwierzaki powodują setki wypadków drogowych rocznie. Dlatego nie straszne powinny być pająki i węże, ale właśnie te piękne torbacze. Większość aut w Australii wyposażonych jest w dodatkowy, stalowy zderzak, który ratuje pasażerów i auto w razie zderzenia z kangurem „samobójcą”. Kangury są wszędzie. Lubią wskakiwać przed maskę auta nie chwilę przed tym jak nadjeżdżasz, nie chwilę po tym jak je mijasz, ale dokładnie wtedy, gdy widzą z bliska twoje światła. Najbardziej aktywne wieczorami i przed wschodem słońca, ale uważać trzeba cały czas. Żeby uniknąć niechcianego zderzenia najlepiej zrezygnować z jazdy w nocy. Nad ranem trzeba zachować szczególną ostrożność. Najważniejsze i jednocześnie najtrudniejsze – jeśli masz go uderzyć, uderz. Hamuj, trąb, ale nie zjeżdżaj na bok. Jeśli jedziesz dużym samochodem ze zderzakiem, nic poważnego nie powinno się stać. Jeśli przed Tobą kangur zdąży przeskoczyć na drugą stronę ulicy to jest duża szansa, że za nim podąży reszta rodziny, więc warto i tak zwolnić.

G0022990.JPG

Duże odległości

Australia jest OGROMNA! Naprawdę ogromna. W jej granice można wpisać prawie całą Europę (grafika). To co wyróżnia ją o od innych krajów to odległości pomiędzy miastami. Planując podróż trzeba wziąć pod uwagę, że z Sydney do Melbourne jest sporo ponad 800 kilometrów, z Melbourne do Adelajdy ponad 700, a z Adelajdy do Perth prawie 2700! Pomiędzy nimi często nie ma nic lub są tylko malutkie miasteczka. Oczywiście czas przejazdu jest dużo szybszy niż wynikałoby to z naszego, polskiego przelicznika, bo nie ma spowalniaczy w postaci terenu zabudowanego, ale prędkości światła nie pokonamy. 🙂 Nie pisałabym tego, gdybym nie spotkała osób, które myślały, że dostaną się z Adelajdy do Perth w jeden dzień. Wynika to po prostu z tego, że nie sprawdziły wcześniej takich rzeczy. My, chociaż byliśmy świadomi, że Australia jest duża, dopiero podczas stopowania przekonaliśmy się, że trzeba bardzo dobrze zaplanować czas, jaki mamy do dyspozycji. Często naprawdę warto zrezygnować z odwiedzenia pewnej części kraju i poświęcić czas na dokładniejsze odkrywanie mniejszego terytorium. Nie chodzi przecież o nabijanie kilometrów, tylko o przygody i zwiedzanie.

Ponieważ podróż zawsze będzie długa i przez setki kilometrów można nie spotkać żadnego sklepu bardzo ważne jest, żeby zabrać ze sobą dużo wody. W Australii pije się kranówkę, na jeden dzień zalecane jest wzięcie 3 litrów wody na osobę. Można kupić wodę na stacji, ale… stacje nie pojawiają się na życzenie co kilkanaście kilometrów, z resztą butelkowana woda jest tam zawsze bardzo droga.

G0063010.JPG

Letnie upały

W Australii spędziliśmy końcówkę wiosny i całe tamtejsze lato (grudzień – luty). Szczerze, osobiście najbardziej obawiałam się tych upałów. Mówili, że skwar leje się z nieba. Z tego co wiem, trafiliśmy na wyjątkowo łagodne lato i przez ten cały czas było może z 5 dni, kiedy nie wyszliśmy z domu ze względu na upał nie do wytrzymania (grubo ponad 40 stopni). Odwiedziliśmy regiony New South Wales, Victoria, South Australia i południową część Western Australia (na północy kraju jest już inny klimat, latem bardzo wilgotny). Mając zawsze nakrycie głowy, dużo wody i krem z filtrem UV (minimum 50) nie ma się czym przejmować. W Australii nauczyłam się smarować kremem przed każdym wyjściem z domu. Moim zdaniem australijskie lato to najlepszy czas na odkrywanie południowej połowy Australii. Wybrzeże jest najpiękniejsze w pełnym słońcu. Właściwie wszystko jest piękniejsze. A dla odmiany zawsze można wejść na Górę Kościuszki i doświadczyć nawet śniegu. 🙂

Daria

8 odpowiedzi do artykułu “Cztery rzeczy, których się boisz przed przyjazdem do Australii

  1. Natka

    Teraz żałuje że nie kupiłam wam kremu na kilogramy 😀 Jesteście bardzo dzielni! Korzystajcie z podróży jak tylko się da (chyba niepotrzebnie to mówie :P) a jakbym mogła jakoś pomóc to pamiętajcie o Natce 😉

    1. swiatjestksiazka Autor

      Oj ten krem był najlepszy. Bez niego bylibyśmy burakami po całości 😉 W razie czego, będziemy stukać po pomoc 🙂 Dziękujemy!

  2. Alis

    Hej, ja wybieram się do Australli na dłużej niż 3 miesiące, a jestem trochę przestraszona tymi warunkami co do wwożenia lekarstw. Mam 2 choroby, przy których musze brac codziennie tabletki, na receptę, kupiłam zapasy a teraz czytam, że mogę mieć z tym problem. Wiecie może jak to obejść? Może lekarz wystawić zaświadczenie (po ang) że mam większą zalecaną dawkę, niż rzeczywiście – czy oni to w ogóle będą liczyć, sprawdzać? Myślałam, żeby wpakować po 2 blistry zamiast jednego do opakowań, by zmniejszyć ilość pudełek – bo przecież muszą być zapakowane w pudełka.. Poradźcie coś, bo wizja chodzenia w AU po lekarzach i płacenia za wizyty i znowu leki tam-jest nieciekawa.

    1. Świat jest książką Autor

      Cześć Alis,
      nie ma się czego bać. Naprawdę nie „trzepią” aż tak mocno. Jeśli ma się coś z ich listy to warto to zaznaczyć. Lepiej zapytać i ewentualnie oddać, niż być przyłapanym i zapłacić srogą grzywnę. Jeśli masz jakieś pytania to pisz śmiało! 🙂
      Piotrek

      1. Alis

        Dzięki za odp! 🙂
        Lekarz wystawił mi zaświadczenie, że przy niedoczynnosci tarczycy mam zaleconą większą dawkę niż rzeczywiście-ale jest to realne, więc zapas mogę wziąc, co do drugiego choróbska tak się nie dało. Zaznaczę oczywiście, że mam leki ze sobą, nawet pokażę zaświadczenie jak będą chcieli, ale mając tak naprawdę więcej tych tabletek niż na 3 miesiące- to jeśli się przyczepią, że mam za dużo to tylko mi je zabiorą? (Szkoda- kupę kasy wydałam na te leki.) Czy wtedy też nakładają karę? Wiecie może czy można wysyłać pocztą takie leki? Może lepiej wziąć tylko na te 3 miesiące , a reszte wysłać? (mam ksera recept) .

        1. Świat jest książką Autor

          Jeśli masz ksera recept i zaświadczenie od lekarza, to naprawdę wystarczy. To właściwie już bardzo dużo 🙂 Nie ma się co wychylać, tylko powiedzieć o tych dwóch chorobach. Jeśli będą chcieli jakieś dokumenty, wtedy pokaż.
          My wszystkie leki mamy bez oryginalnych pudełek, za dużo miejsca by nam to zajęło.
          Odpowiadając na Twoje pytanie: jeśli masz zaznaczone na karcie, że wwozisz leki, nie ma mowy o żadnej karze 🙂 Według zasad, mogą Ci je wyrzucić, jeśli uznają, że masz za dużo, ale…przecież nie wiedzą ile potrzebujesz listków na miesiąc 🙂
          Obsługa jest bardzo miła i po prostu pyta co to, jeśli już zaznaczasz. Pyta dlatego, że nie ma oddzielnej rubryczki dla samych leków, tylko zawarte jest to razem z używkami i innymi zakazanymi środkami.
          Pozdrawiam,
          Daria

          1. Alis

            Dziękuję bardzo za odpowiedź, mega się tym zestresowałam, ale chyba rzeczywiście, spakuje wszystko w główny bagaż, a w podręcznym czy do torebki włożę po jednym opakowaniu, które akurat będę miała rozpoczęte, jak będą chcieli zobaczyć, to może im to wystarczy…
            Co do pakowania i sprawdzania, to jeszcze chciałabym zapytać – z tej karty deklaracji, będę musiała zaznaczyć kilka rzeczy, na przykład będę miała małe kolorowe alkohole dla znajomych, nożyczki, scyzoryk, buty- może takie rzeczy mieć w miarę na wierzchu walizy, by po otwarciu szybko móc je wyjąć? Może to zapobiegnie grzebaniu(i znalezieniu ton tabletek 😛 )
            Pozdrawiam 🙂

  3. Świat jest książką Autor

    Haha, bardzo dobrze rozumiem Twoje obawy. Mozesz wlozyc scyzoryk i buty gdzies, gdzie latwo je znajdziesz. Z tych wszystkich rzeczy, najbardziej prawdopodobne jest, ze sprawdza buty czy nie ma na nich sladu ziemi (nam nie sprawdzali). Ja bym zaznaczyla scyzoryk (jest w grupie razem z bronia 😛 ) i buty trekingowe. Zapytaja Cie o to przy sprawdzaniu paszportow i najprawdopodobniej skresla 🙂 To, ze cos zaznaczasz na karcie nie jest powodem do przeszukiwania bagazu.
    Przepraszam za brak polskich znakow. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
YouTube
YouTube
Please enter Google Username or ID to start!
Example: clip360net or 116819034451508671546
Title
Caption
File name
Size
Alignment
Link to
  Open new windows
  Rel nofollow